Archive for Luty 20th, 2014

Lody, ciastka i inne frykasy

Desery i deserki to jest to! Gdy przychodzi koniec obiadu warto pomyśleć o dobrym deserze. Najlepsze są lody. Po naszych schabowych i sałatce – czas na rarytasy z wyższej półki. Lody mogą być z cukierni, przyniesione w termosie albo w wafelku–gotowe do zjedzenia. Jest wiele smaków lodów. Na przykład lody śmietankowe, czekoladowe, czy truskawkowe są pyszne. Do tego można dobrać polewę czekoladową albo waniliową. W restauracji lody są podawane w pucharkach. Czasem są to lody płonące. Na lodach kładzie się kostkę cukru oblaną spirytusem. Gdy zapali się spirytus-lody palą się. Inne lody to lody włoskie. Takie lody można dostać z maszyny. Są w kilku smakach ale najlepiej zjeść śmietankowe. Są najprostsze, ale i najsmaczniejsze. Dla smakoszy dobre są lody śmietankowo-czekoladowe. W końcu można zjeść lody czekoladowe. Z ciastek polecam serniki. Tu wybór jest duży. Są serniki na zimno i serniki pieczone w piekarniku. Serniki na zimno są doskonale, jako deser dla maluchów, które lubią objadać się słodkim. Sernik pieczony może mieć na wierzchu galaretkę. W galaretkę wtapia się czasem owoce np. truskawki. Do tego bita śmietana –i wszystko gotowe. Inne ciasta dobre na deser to: piernik, keks albo andrut. Andrut można przełożyć masą. Wtedy pokrojony na kawałki smakuje doskonale. Dzieci bardzo lubią różnego rodzaju galaretki i kisiele. W sklepach można kupić za 2 zł w proszku te produkty. Po zalaniu proszku wrzątkiem albo gotowaniu na ogniu przez kilka minut można przygotować deser dla 2-3 osób z jednej paczki. Do tego po dodaniu bitej śmietany na wierzch, gdy galaretka albo kisiel zastygnie– mamy pyszny deser, dobry dla każdego.

Napoje do obiadu i nie tylko

Najlepsza na stres jest mała czarna. Po wypiciu filiżanki czarnej kawy od razu robi się lepiej na duszy. Kawa stawia na nogi najgorszych śpiochów po zlej nocy albo po szaleństwach. Najbardziej znana jest kawa przygotowana na prędce, czyli tzw. zalewajka. Ten rodzaj kawy można przygotować z każdego gatunku kawy, byleby była zmielona. Do filiżanki albo do szklanki wsypujemy dwie łyżeczki sypkiej kawy i zalewamy ją wrzątkiem. Woda z czajnika musi być dopiero co doprowadzona do wrzenia. Dosłownie wrząca woda musi być z góry strumieniem wlewana do szklanki z nasypaną kawą. Po zalaniu na powierzchni widać piankę z kawy. To znak, iż wszystko jest OK. Kawa powinna być podana z cukrem. Jedni sypią sobie jedną łyżeczkę cukru a inni aż trzy. Wszystko zależy od gustu. Do kawy należy podać ciastko. Gdy zaprasza się gości nie powinno zabraknąć kruchej szarlotki albo sernika. Innym napojem jest herbata. Ten codzienny napój znany jest każdemu. Od dziecka pije się różne herbatki począwszy od niemowlaka z kolką, któremu daje się herbatkę z rumianku po smakoszy zielonej i czarnej herbaty. Czarna herbata jest ogólnie dostępna i znane gatunki tej herbaty to: Madras, Assam czy Junan. Dla koneserów dobrej herbaty polecam herbatę Earl Grey. Inne herbaty to zapachowe lub smakowe. Z herbat chińskich polecam herbatę jaśminową, świetną do obiadu i pogawędki w restauracji. Znane napoje to także napoje zimne takie jak np. Coca-cola czy fanta. Oprócz tego dobre są: napoje wyskokowe, czyli alkoholowe- piwo, wino i wódeczka. Ale te należy pic z umiarem. Czyli dla każdego coś dobrego.

Ziemniaki i ich odcienie kulinarne

Ziemniaki są znaną potrawą. Od lat serwuje się je na stolach. Obiad bez ziemniaka jest jak panna młoda bez welonu. Dlatego spójrzmy na to, co można sobie przygotować do zjedzenia z ziemniaka. Na początek ziemniaki gotowane. Obrane ze skorki należy wrzucić do osolonej wody i gotować około 30 min. Pod koniec gotowania trzeba sprawdzić nożem czy są już odpowiednio miękkie. Gdy są już odpowiednie do konsumpcji należy je odcedzić z wody i gorące podać na stół. Potem można śmiało spożyć z drugim daniem albo użyć do tzw. kotletów z ziemniaków. Pada w tym momencie pytanie, jak zrobić kotlety z ziemniaków? Sprawa jest bardzo prosta. Ugotowane ziemniaki należy utłuc na sypko. Na masę. Potem, gdy troszkę ochłodzą się należy zrolować w ruloniki o wielkości około 2x1x1 cm. Do kotletów ziemniaków tak samo jak do kotletów schabowych przygotowujemy trzy talerze z bułką, jajkiem i z mąką. Otaczamy ruloniki z ziemniaków w mące, potem w jajku a na koniec w tartej bułce. Każdy z osobna. Na patelnię kładziemy masło i podgrzewamy je. Gdy jest gorące kładziemy na patelni otoczone ruloniki. Jeden obok drugiego. Tak smażymy w maśle na patelni aż się zarumienią. Oczywiście na patelni musi być sporo masła, tak by ruloniki z ziemniaków były w nim zanurzone. Gdy kotleciki są odpowiednio rumiane i wysmażone, wyjmujemy je na talerz i gorące podajemy z kotletem schabowym i naszą sałatką. Każdy zje około 5-7 takich kotlecików z ziemniaków. Dlatego warto wyliczyć sobie ile ich będzie potrzeba do zrobienia dla gości. Czyli liczbę gości mnożymy przez 5-7 sztuk kotlecików z ziemniaków.

Co sądzić o sałatkach?

Sałatki są bardzo smaczne. Wielu dietetyków poleca sałatki w każdej diecie. W diecie śródziemnomorskiej polecane są warzywa, jakie używa się na co dzień do sałatek. Na przykład sałatka z ogólnie dostępnych liści sprzedawanych workach po 3,90 zł w marketach takich jak np. Frak. Worek sałaty wystarczy na dużych 3-4 porcji sałatki. A wiec polecając ten posiłek należy zdawać sobie sprawę iż im bardziej jest wymyślny, tym jest lepszy. W najprostszej wersji wyjęte na talerz liście należy polać olejem do sałatek np. olejem słonecznikowym i posolić oraz popieprzyć. Już w takiej prostej formie można zjeść liście sałaty. Dla smakoszy trzeba jednak przygotować coś lepszego. Dlatego dokupujemy pomidory i zielony ogórek. Po 2 sztuki. Ogórki i pomidory kroimy na cienkie plasterki. Oczywiście należy je wcześniej umyć. Ogórek trzeba obrać ze skórki. Pokrojone ogórki i pomidory mieszamy z resztą sałatki (plus olej, sól i pieprz). Gdy goście nadal narzekają, iż sałatka jest nazbyt prosta należy wysłuchać ich skarg i dołożyć składników. W tym celu kupujemy ser Feta, oliwki, rodzynki, cebulę, paprykę. Cebule obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Paprykę myjemy i kroimy na plasterki. Ser fetę kroimy na małe kostki. Do tego, co uzyskaliśmy wcześniej dodajemy posiekana cebulkę, paprykę, oliwki, rodzynki i kostki sera feta. W taki sposób przygotowana sałatka jest prawdziwym rarytasem dla smakoszy. Sałatkę należy podać wraz z jakimś dobrym napojem np. sokiem pomarańczowym albo z coca-colą. Oczywiście można ją dołączyć do naszych kotletów schabowych.

Kulinaria polskie – czyli wszystko o schabowym

W Polsce dużo się je tłustych, ociekających tłuszczem pokarmów. Na samą myśl o wołowinie z tłuszczykiem można odczuć niestrawność w żołądku. Czy duszona czy pieczona zazwyczaj jest kaloryczna i daje o sobie znać po jej skonsumowaniu. Inna potrawa np. schab ze śliwką jest też dość tucząca zwłaszcza, gdy podana jest z sosem. Do znanych potraw serwowanych na polskie stoły zalicza się kotlety schabowe. Smakosze wychwalają zalety tłuczonych kotletów podanych z sałatką i ziemniakami. Jeszcze nasze prababcie uczulały na odpowiednie przygotowanie tego posiłku. Przede wszystkim należy pamiętać o schabie z wąskiego paska. Pasek mięsa musi być z młodej sztuki. Potem trzeba poprosić o odcięcie kilku kotletów. Najlepiej na około 1-1,5 cm grubości. Kotlety surowe w domu należy potłuc na krucho. Potem z dwu stron smarujemy je czosnkiem utartym z solą. Dla smaku i zapachu. Na trzech talerzach przygotowujemy – 1. rozbite żółtko jaja, 2 talerz-mąka, 3 talerz-tarta bułka. Każdy kotlet bierzemy z osobna obtaczamy w pierwszym talerzy w mące, potem w jajku a na końcu w tartej bułce. Gdy mamy już wszystkie kotlety w taki sposób otoczone w bułce, jejku i mące po kolei kładziemy na patelnię z tłuszczem. Wcześniej należy przygotować tłuszcz(albo masło, smalec albo olej), rozgrzać go na patelni i na rozgrzany tłuszcz kłaść jeden obok drugiego obtoczone wcześniej kotlety. Na wolnym ogniu, smaży się kotlety dopóki się nie zarumienią i będą gotowe. Gdy zmieniamy kotlet na drugą stronę na patelni należy pamiętać o zmniejszeniu ognia i przykryciu patelni pokrywką. Trzeba pilnować by się nie przypaliły.

Chleby i chlebki

Każdy, kto choć raz spróbował prawdziwego, wiejskiego chleba, nie zaprzeczy, że mało jest rzeczy od niego smaczniejszych. Tradycyjny, polski chleb pieczony jest z mąki żytniej, na zakwasie. Resztki chleba z poprzedniego pieczenie zalewane były letnią wodą i pozostawiane do przefermentowania. Dodawano do tego żytniej mąki i po jakimś czasie był gotowy zakwas, powodujący spulchnianie pieczywa. Zakwas, z większa ilością mąki używany był do gotowania barszczu i zalewajki. Biały barszcz i żur z żytniej mąki, to również typowo polskie specjały. Chleb pieczony był najczęściej raz na tydzień i zjadany przez ten czas co do okruszka. Prawdziwy chleb na zakwasie jest równie pyszny tuż po upieczeniu, jak i po tygodniu. Chleb taki pieczono w specjalnie budowanym w tym celu piecu. Opalano go drewnem (nie każdy gatunek drewna nadawał się do pieczenie chleba). Po określonym czasie wygarniano a pieca rozżarzone głownie i wkładano bochenki chleba. Odpowiednio dobrany opał stwarzał optymalne warunki do wypieku – temperaturą i ilość tlenu w piecu. Nie sposób powtórzyć analogiczny proces pieczenia w zwykłym piekarniku czy też w przemysłowym w piecu elektrycznym. Nigdy chleb z dużej piekarni nie doścignie smakiem tego z wiejskiego pieca. Z mąki żytniej i wody pieczono również na kuchennej blasze placki, czyli tak zwane podpłomyki.

Kuchnia nie jedno ma imię

We wszystkich miastach polskich przybywa restauracji i w ogóle miejsc, gdzie można zjeść mniejszy lub większy posiłek. Stosunkowo wysoki popyt wywołuje rosnącą podaż usług kulinarnych. Wchodzącym na rynek i początkującym restauratorom trudno jednak wymyślić dla swojej firmy oryginalną i niepowtarzalną formułę. Aby przyciągnąć do siebie klientów, trzeba się czymś odróżnić od pozostałych. Ludzie chętnie zaglądają do rozmaitych restauracji regionalnych, aby spróbować innych niż polskie, narodowych potraw. Jednakże w bliskiej odległości, na tej samej ulicy, trudno utrzymać się dwóm lokalom o podobnym charakterze. Gdy obok siebie działają dwie restauracje, na przykład, włoskie, można przypuszczać, że przetrwa tylko jedna – ta, w której jest smaczniejsze i tańsze jedzenie. Sąsiadującym lokalom oferującym różne kuchnie łatwiej jest podzielić się klientami. Na frekwencję i popularność lokalu gastronomicznego wpływ ma też jego aranżacja, oryginalność wystroju, klimat stwarzany przez otoczenie i obsługę. Asortyment dań serwowanych w restauracji powinien nawiązywać do jej wystroju i odwrotnie. Bardzo dziwnie wypadłoby menu zawierające wykwintne danie z homara, serwowane w e wnętrzu stylizowanym na chłopska chałupę, a także odwrotnie – zalewajka i chleb ze smalcem podawane w restauracji o sali nawiązującej do wnętrz pałacowych.

Bary mleczne

Stałym elementem miejskiego pejzażu czasów PRL-u były tak zwane bary mleczne. Oczywiście, sprzedawano w nich nie tylko dania oparte na mleku, lecz dość szeroki wachlarz typowych, prostych, polskich potraw. Dla zwolenników kuchni jarskiej, czyli bezmięsnej, bary mleczne oferowały pierogi, naleśniki, knedle, leniwe kluski, kopytka, kaszę gryczaną z grzybowym sosem, itp. Były też dania mięsne, takie jak mielone kotlety, zrazy, gołąbki, bigos. Wystrój wnętrza każdego baru mlecznego był podobny, bez względu na to, w jakim mieście się znajdował – białe kafelki na ścianach, krzesła wyściełane ceratą, stoliki o laminowanych blatach, na których też kładziono ceratowe obrusy. Zadziwiająca jednorodność aranżacyjna tych wnętrz brała się z tego, że na rynku był ograniczony wybór materiałów wykończeniowych. Wszyscy więc kupowali to samo. Niewątpliwą zaletę barów mlecznych stanowiło na ogół smaczne i świeże jedzenie. Klientów nie brakowało, więc na następny dzień gotowane były świeże potrawy. Klientów nie brakowało także z tego powodu, że ceny w barach mlecznych były bardzo przystępne. Stołowali się w nich studenci, emeryci i wszyscy mniej zamożni obywatele, którym akurat nie dane było zjeść obiadu w domu. W nowej rzeczywistości bary mleczne zaczęto likwidować, a część z nich zamykała się sama, gdy przyszło im płacić wyśrubowany czynsz.

Kuchnia pod chmurką

Jakiś czas temu doszła do naszego kraju moda na grillowanie. Jako namiastka wspólnej biesiady przy ognisku, grillowanie przyjęło się u nas bardzo szybko i łatwo. Początkowo dania z grilla nawiązywały do owej tradycji ogniskowej. Piekło się więc na ruszcie wszelkiego rodzaju kiełbaski i chleb. Z czasem asortyment grillowych dań bardzo się rozszerzył. Doszły steki, karkówka, ryby, kurczaki, warzywa, a nawet owoce. Dania z grilla znajdować zaczęły swoje miejsce w publikacjach kulinarnych. Od bardzo prostych ewoluowały do wykwintnych i skomplikowanych. Ich wspólnym mianownikiem był ruszt, pod którym żarzyły się węgle drzewne. Dania z rusztu są bardzo smaczne i zdrowe. Nie wymagają dodatku tłuszczu, więc można powiedzieć, że mają walory dietetyczne. Większość użytkowników grilla preferuje jednak dania proste i treściwe, czyli mięsa i kiełbasy. Zapach pieczonych wiktuałów unosi się od wiosny do jesieni na wszelkich miejscach biwakowych, w ogrodach, na działkach, co gorsza, nawet na osiedlowych blokowiskach. Przynależny mieszkaniu balkon bywa oceniany pod katem przydatności do grillowania. Niestety, niektórzy mieszkańcy bloków wcielają w życie pomysł grillowania na balkonie. Balkon ów czasem jest tak mały, że poza rusztem nic się na nim nie mieści, więc uczestnicy biesiady ukryci są w mieszkaniu. Wzdłuż i w poprzek całego bloku snuje się dym o aromacie pieczonych mięs i kiełbas.

Nowalijki przez cały sezon

Przy obecnej wydajności i operatywności gospodarstw ogrodniczych, wszechobecnym imporcie warzyw, owoców i innych produktów spożywczych z całego świata, łatwo zapomnieć jakie znaczenie miało słowo „nowalijki”. Były to pierwsze po zimie plony zebrane z ogrodu. Zaliczało się do nich szczypior, sałatę, rzodkiewki. Nowalijki były synonimem porcji witamin, wyczekiwanych po miesiącach zimowych. W tej chwili wszystkie te zielone źródła witamin, a także rzodkiewka, rzepa i pomidory dostępne są przez cały rok. Hoduje się je w ogrzewanych i doświetlanych szklarniach oraz sprowadza z rejonów o łagodniejszym klimacie. Doceniając to dobrodziejstwo, trzeba jednak zauważyć, że prawdziwe, sezonowe nowalijki miały smak nieporównanie lepszy i bardziej wyrazisty od tych szklarniowych. Dotyczy to również innych owoców i warzyw, zbieranych w naszym klimacie w dla nich właściwym sezonie. Czerwcowe i lipcowe truskawki przewyższają smakiem i aromatem pięknie wyglądające owoce z importu, dostępne nawet zimą. Dojrzewające na słońcu pomidory również są o wiele smaczniejsze od ich szklarniowych powinowatych. Podobnie ma się sprawa z wszystkimi owocami i jarzynami, które rosną i dojrzewają pod gołym niebem, w nasłonecznieniu takim, jakie jest właściwe dla naszego klimatu. Nie zawsze wyglądają tak pięknie i dorodnie jak plony ze szklarni, ale to, co w nich najważniejsze – smak i zapach – mają lepsze.